Jeziorem, to przede wszystkim. Suszą w lesie i wyschniętą trawą. Pylistą ziemią, kurzem, który Elio znów ma nawet na powiekach*. Porzeczkami pachną, czarnymi... I ucieranymi z cukrem w pyszny dżem... Ośmiornicą, która Dziadek J. wnukom w sosie pomidorowym dusi, ulubiona potrawę... Najlepszymi na świecie bułkami na śniadanie, po które trzeba w osiedlowym sklepiku ustawić się w kolejce najpóźniej o 7:00 rano. Żabami, tropionymi w szuwarach i drewnem z obgryzionych przez bobry pni drzew. Frytkami na plaży miejskiej, koniecznie z ketchupem! I lodami o smaku "palonego masła" (sic!). Kremem do opalania. Żurawinową nalewką... Papierem szeleszczących stron “Szarego domku”, przeuroczej lektury, znalezionej w pobliskiej Biedronce. Ogórkami małosolnymi i dziką różą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hundertwasser vs. Habsburgowie czyli jesienny weekend w Wiedniu
Długi listopadowy weekend był dla nas ostatnią w tym roku okazją na wspólną wyprawę, ze względu na powrót Taty na morze. Chętnie zabralibyśm...
-
Zanim “utknęliśmy” w La Fortuna, dotarliśmy na Karaiby… Najpierw jednak musieliśmy przedostać się przez Ocean Atlantycki, co zajęło nam półt...
-
Niby że do kulinarnej stolicy Włoch. Niby że do miasta z najstarszym uniwersytetem w Europie (sorry, Sorbono). Do ojczyzny spaghetti z bol...


























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz