Jesteśmy już zmęczeni tym włóczeniem, a ja trochę się pochorowałam. Wyjeżdżając pół żywa z kempingu wlałam w siebie setkę rakiji, a uprzejmy właściciel zaparzył mi "domestic tea", mieszankę ziół oregano, mięty i czegoś tam jeszcze ale nie wiele pomogło. Chwilowo zaszyliśmy się więc w wynajętym od Rosjanina apartamencie w Herceg Novi. Ostatnie 15 minut trasy pokonaliśmy płynąc przez zatokę promem. Ładny ten bałkański fiord, niczego mu nie brakuje ale... Jakaś norweska bogini rzuciła na nas urok, i te północne już zawsze będą najpiękniejsze... W końcu turkusy i lazury to nie to samo co turkusy, lazury, szafiry, granaty, szmaragdy i kamienie księżycowe... No i nie ma reniferów ;)
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hundertwasser vs. Habsburgowie czyli jesienny weekend w Wiedniu
Długi listopadowy weekend był dla nas ostatnią w tym roku okazją na wspólną wyprawę, ze względu na powrót Taty na morze. Chętnie zabralibyśm...
-
Zanim “utknęliśmy” w La Fortuna, dotarliśmy na Karaiby… Najpierw jednak musieliśmy przedostać się przez Ocean Atlantycki, co zajęło nam półt...
-
Niby że do kulinarnej stolicy Włoch. Niby że do miasta z najstarszym uniwersytetem w Europie (sorry, Sorbono). Do ojczyzny spaghetti z bol...






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz