Statkowe
jedzenie nam nie służy. Czujemy się coraz bardziej ociężali. A
może to brak ruchu? Stawiamy na to drugie i postanawiamy trochę
popracować nad kondycją. Chwytamy paletki w dłoń i biegamy wokół
stołu w zaimprowizowanej mini sali gimnastycznej alias siłowni.
Mama z Tatą walczą zaciekle a Mateo kradnie nam piłeczki. Sezon na
ping-ponga oficjalnie uznaję za rozpoczęty!
niedziela, 21 lipca 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hundertwasser vs. Habsburgowie czyli jesienny weekend w Wiedniu
Długi listopadowy weekend był dla nas ostatnią w tym roku okazją na wspólną wyprawę, ze względu na powrót Taty na morze. Chętnie zabralibyśm...
-
Zanim “utknęliśmy” w La Fortuna, dotarliśmy na Karaiby… Najpierw jednak musieliśmy przedostać się przez Ocean Atlantycki, co zajęło nam półt...
-
Niby że do kulinarnej stolicy Włoch. Niby że do miasta z najstarszym uniwersytetem w Europie (sorry, Sorbono). Do ojczyzny spaghetti z bol...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz