Od
czasu do czasu, niemal przy samej burcie (podobno najlepiej widać
stojąc na dziobie) pojawia się całkiem spore stadko rozbawionych i
rozbrykanych delfinów. Nurkują, skaczą na ogonie, fikają koziołki.
Solo albo w parach. Czasem robią dla nas cały grupowy układ wodnej
gimnastyki. Raz widzieliśmy tez wieloryby. A innym razem nawet orkę. Mieliśmy ogromne szczęście, bo z tego co
słyszałam orki rzadko tu występują. Wolą nieco chłodniejsze wody,
bardziej na północ.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hundertwasser vs. Habsburgowie czyli jesienny weekend w Wiedniu
Długi listopadowy weekend był dla nas ostatnią w tym roku okazją na wspólną wyprawę, ze względu na powrót Taty na morze. Chętnie zabralibyśm...
-
Zanim “utknęliśmy” w La Fortuna, dotarliśmy na Karaiby… Najpierw jednak musieliśmy przedostać się przez Ocean Atlantycki, co zajęło nam półt...
-
Niby że do kulinarnej stolicy Włoch. Niby że do miasta z najstarszym uniwersytetem w Europie (sorry, Sorbono). Do ojczyzny spaghetti z bol...













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz