To
nie będzie wpis kulinarny. Wbrew pozorom. Będzie o tym co można
robić na statku, by się nie nudzić. Zresztą nie tylko na statku.
Nie jest to również wpis sponsorowany. Także wbrew pozorom. Ale do
rzeczy: „Frutti di Mare” to tytuł gry, którą kupiliśmy
specjalnie na wyjazd, bo wydała nam się interesująca a ma
niewielkie rozmiary jeśli chodzi o opakowanie i w ogóle. Gra składa
się wyłącznie z talii specjalnych kart z obrazkami, z których
część przedstawia wybrane, tytułowe owoce morza, a pozostałe
imitują pieniądze. W skrócie polega na manipulowaniu cenami owoców
morza tak, by te, które widnieją na rozdanych nam losowo kartach
zyskały jak najwyższą cenę. Bowiem pod koniec każdej z trzech rund
gracze wymieniają swoje karty na kasiorę i wygrywa ten, rzecz
jasna, kto w sumie zarobi najwięcej. Mateo oszalał na punkcie tej
gry, całkiem nieźle kombinuje (gra przeznaczona dla osób od lat
6+), całkiem nieźle zarabia! i chce grać w to na okrągło.
Dziękujemy panu, który ją wymyślił oraz firmie, która ja
wyprodukowała, jest super! (Tata mówi, że to dobry i znany
producent kart, Matka ignorantka nie wie bo się na kartach nie zna)
Nie wiem czy możemy tu robić taką krypto reklamę, ale zamieszczamy
zdjęcia. I polecamy!
sobota, 6 lipca 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hundertwasser vs. Habsburgowie czyli jesienny weekend w Wiedniu
Długi listopadowy weekend był dla nas ostatnią w tym roku okazją na wspólną wyprawę, ze względu na powrót Taty na morze. Chętnie zabralibyśm...
-
Zanim “utknęliśmy” w La Fortuna, dotarliśmy na Karaiby… Najpierw jednak musieliśmy przedostać się przez Ocean Atlantycki, co zajęło nam półt...
-
Wróciliśmy do San Jose, do zwyczajnego hotelu Holiday INN Express San Jose Forum i na początku rzeczywiście grzecznie czekaliśmy na samolot...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz